Skip to content

Dlaczego nie zginiesz w filmowym stylu

DZIAŁ: Artykuły z humorem

Powszechnie wiadomo, że filmy i rzeczywistość kroczą obok siebie, ale rzadko kiedy na siebie wpadają. Umieranie też umieją zdrowo przekręcić. Niestety, jak przyjdzie na ciebie czas, umrzesz w mało spektakularny sposób.

Duszenie

fot.morganrlewis.wordpress.com

Często widzimy jak bohater obejmuje szyję swojej ofiary, ściska trochę, ona patrzy na niego coraz bardziej otępiałym wzrokiem i odpływa. Tak naprawdę potrzeba nieco więcej czasu na uduszenie człowieka. Kilka chwil doprowadzi do utraty przytomności – po odejściu napastliwych dłoni człowiek automatycznie zacznie oddychać. Oczywiście, minuta duszenia zakończy się dla ofiary uszkodzeniem mózgu, ale żeby załatwić kogoś na dobre, potrzeba ponad kilku minut solidnego wysiłku. Mało to efektowne, ale właściwie tylko na filmach zabijanie wygląda fajnie.

Tonięcie w lawie

fot. castlecrashers.wikia.com


Niestety, nawet gdybyś wpadł do wulkanu, nie będzie ci dane tonąć w męczarniach, kiedy twoje ciało będzie smażone.

W rzeczywistości jest gorzej.

Filmy nauczyły nas, że w zetknięciu z lawą, ciało wpadnie jak do wody. Nic z tych rzeczy – lawa jest gęstsza niż woda, dlatego będziesz się na niej unosić, a lawa będzie cię wtedy palić żywcem. Pomęczysz się trochę dłużej, niż na filmach. A nawet gdybyś wyskoczył z samolotu i zrobił potrójne salto wpadając do wulkanu, to i tak nie zatoniesz. Znajdziesz się na powierzchni żałując, że poleciałeś liniami United.

Tonięcie w wodzie

fot. lecinemadreams.blogspot.com

Tonięcie na filmach jest widowiskowe – człowiek krzyczy, pluska wodą, macha rękami, żeby główny bohater filmu mógł tę osobę uratować. A okazuje się, że mógłbyś stać obok tonącej osoby i nawet tego nie zauważyć. Bo tonięcie to nie wrzaski, że się tonie, a cichutkie żegnanie się z życiem. Jeśli zaczniesz tonąć, będziesz starać się utrzymać głowę na powierzchni. Nie uda ci się wydobyć z siebie głosu. Po chwili walki o przetrwanie już będziesz pod wodą przeglądać swoje dotychczasowe życie. O ile nie ma w pobliżu wyczulonej osoby na topielców, wyłowią cię za trzy dni. Niespecjalnie żywego.

Rekiny

fot. denofgeek.com

Wbrew pozorom, rekiny nie są bandziorami, które tylko czekają, aż niewinny człowiek zamoczy swoje soczyste stopy w wodzie. Rekiny łatwo zawstydzić, więc nie odważą się od razu nawiązać tak intymnej więzi z nami i nas dziabnąć. Jeśli rekin cię zaatakuje, raczej oznacza to, że w jakiś sposób go sprowokowałeś. Bardziej przypadkowa napaść tłumaczona jest przez naukowców pomyleniem człowieka z normalnym pożywieniem rekinów (przebieranie się za syrenkę może nie działać na twoją korzyść). Ale nawet jeśli rekin podpłynie bez przyczyny, pamiętaj, że tylko sześć z dziewięćdziesięciu ośmiu zeszłorocznych ataków na świecie skończyło się śmiercią. Reszta była niewielkim dziabnięciem, przygodą, którą można opowiadać w biurze po urlopie.

Broń z tłumikiem

fot. secretsofthefed.com

Musisz być naprawdę kimś, jeśli przyjdzie po ciebie profesjonalista, który ma za zadanie cię zabić. Już kiedy myślisz, że doczekałeś się śmierci godnej filmowego czarnego charakteru, czeka cię rozczarowanie. Tłumik nie sprawia, że pistolet działa robi ciche tszuu – hałas broni bez niego wynosi ok. 160 decybeli, z tłumikiem około 120-130 (dla porównania: hałas piły łańcuchowej to 100 dB, granica bólu – 130 dB).

Więc jest ciszej, ale nie na tyle, żeby bez podejrzeń załatwić człowieka i spokojnie wyjść z twojego mieszkania. Przykro mi, ale człowiek, który przyszedł cię załatwić w ten sposób, został chyba znaleziony na gumtree i to nie przez jakąś szychę z rządu, a twojego sąsiada, który cię nie lubi. Profesjonalista zrobiłby to nieco inaczej.

Dodatek: Ocalenie

Ale zaraz, zaraz, przecież można mnie jeszcze uratować! Prawda? Prawda?

Nie.

Znane sposoby ratowania z filmów nie pomagają, a także nie przywracają życia.

Tam resuscytacja składa się z kilku silnych uciśnięć klatki piersiowej, które prędzej skończyłyby się wypluciem płuc niż przywróceniem oddechu. W normalnym świecie – 30 uciśnięć, 2 wdechy. Żadnych tańców hawajskich po człowieku, potrząsanie ramionami też się nie przyda. A czy muszę dodawać, że mało kto może być doktorem Frankensteinem i obudzić zmarłego pacjenta za pomocą defibrylatora? Nie żyje i kropka, defibrylator ma za zadanie ustabilizować pracę serca, nie wskrzeszać człowieka, który od kilku minut już patrzy na innych z drugiej strony.